Kropla szaleństwa na ratunek

Ostatnio wynaleziony przez naukowców tani test na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 jest narzędziem, które może wykryć ten groźny dla ludzi patogen w badanej próbce.

Któż rozsądny mógłby podejrzewać, że wykonywanie na masową skalę diagnostycznych testów wykrywających u pacjentów obecność wirusa, może prowadzić do ogólnoświatowego kryzysu zdrowotnego i ekonomicznego? A jednak – nawet czysto hipotetycznie – poprawnie wykonywane testy mogą prowadzić do tragicznych skutków, jeżeli byłyby systemowo błędnie interpretowane.

“Człowiek z nowymi pomysłami jest wariatem, dopóki nie odniesie sukcesu.”

Mark Twain

Świat zawsze potrzebuje pomysłów, które w swoim czasie wydają się “wariackie”, które analizują rzeczywistość z nowej perspektywy. To właśnie one często prowadzą do największych postępów ludzkości. Dziś szczególnie potrzebujemy takich pomysłów, bo obecne działania w walce z pandemią są kompromitująco nieefektywne i pchają ludzkość w poważne kłopoty.

Jeszcze zanim odkryto wirusa SARS-CoV-2 oraz test na jego obecność, światowa medycyna z trudem radziła sobie z rosnącymi wyzwaniami zdrowotnymi społeczeństw. Okupione było to szybko rosnącymi globalnymi nakładami finansowymi na ochronę zdrowia. Za te pieniądze powstawały coraz doskonalsze protezy. Zaczęto od mechanicznych protez: kończyn, endoprotez stawów, zastawek sercowych i stentów, soczewek ocznych. Wynaleziono również wyrafinowane protezy farmakologiczne zastępujące hormony, oraz inne farmaceutyki – nie adresujące przyczyn chorób, a jedynie pomagające podtrzymać homeostazę organizmu.

Nie kwestionuję włożonego trudu i osiągnięć akademickiej medycyny na tej drodze rozwoju. W mojej ocenie jednak droga ta – droga, którą medycy kroczą już od ponad 100 lat – jest drogą okrężną. Lepszej dotychczas nie znaleźli i jest wielce prawdopodobne, że nigdy jej samodzielnie nie odkryją. Albowiem wymaga ona przyjrzenia się problemowi z innej perspektywy niż ta, która jest ogólnie przyjęta obecnie w środowisku medycznym.

Dzisiejszy czas pandemii jest dobrym momentem by zastanowić się czy Ci, którzy od kilkudziesięciu lat prowadzą nas “jedynie słuszną” ścieżką, zdolni są do autorefleksji i podjęcia trudu poznawania i poszukiwania nowych kierunków rozwoju.

Czy w obliczu sytuacji bez wyjścia, akademicy zdecydują się na polemikę z “wariatami”?

W oczach środowiska medycznego mogę być zapewne postrzegany jako jeden z wielu wariatów. Nie kwestionuję natomiast istnienia COVID-19. Uznaję również to, że droga kropelkowa przenoszenia SARS-CoV-2 jest możliwa.

Natomiast w mojej ocenie zakażenie drogą kropelkową nie jest jedyną możliwością, ani nawet główną przyczyną obecności tego wirusa w organizmie. Większość zakażeń SARS-CoV-2 ma inne – poza kropelkowe – pochodzenie.

Tezę tę potwierdzają m.in. badania statystyczne wykazujące silną korelację pomiędzy wzrostem zachorowań na COVID-19, a poprzedzającym je spadkiem temperatury atmosferycznej w danym regionie – niezależnie od poziomu wdrożonych środków dystansu społecznego.

Od kilkunastu lat studiuję zakażenia w ludzkich organizmach, ich wpływ na fizjologię człowieka oraz wzajemne zależności pomiędzy nimi. Analizy te doprowadziły mnie do przerażającej konstatacji:

Światowa akademicka medycyna nie wypracowała dotychczas poprawnych standardów korzystania z antybiotyków.

Trwająca kilkadziesiąt lat, błędna praktyka leczenia zakażeń doprowadziła ludzkość do powszechnych grzybic oraz wynikających z nich wirusic. Medycy akademiccy błędnymi terapiami antybiotykowymi nieświadomie doprowadzali do systematycznego pogarszania zdrowia publicznego społeczeństw i ostatecznie do obecnej pandemii COVID-19.

7 lat temu zaniepokojony swoimi spostrzeżeniami i wynikającymi z nich przewidywaniami pisałem w liście do Ministra Zdrowia RP komunikat podobnej treści:

“Współczesna medycyna, niszcząc głównie bakterie w naszych organizmach, wpędziła ludność w wysoko rozwiniętych krajach w plagę grzybic i zakażeń wirusowych, których nie potrafi leczyć.”

List otwarty do Ministra Zdrowia Bartosza Arłukowicza – Zbigniew Nędzyński

Medycy niecierpliwie oczekują na wynalezienie skutecznego lekarstwa w leczeniu pacjentów z COVID-19. Powątpiewam w sukces naukowców w wyścigu do tak zdefiniowanego celu. Skuteczność dotychczas wynalezionych leków i szczepionek przeciwwirusowych nie jest zadowalająca. Kilkudziesięcioletnie niepowodzenia na tym polu każą być ostrożnym w oczekiwaniu na nagły przełom w wynalezieniu skutecznego leku lub szczepionki na COVID-19.

Jeżeli moja hipoteza o tym, że większość obecnych zachorowań na COVID-19 wynika z gwałtownej nekrozy komórek w organizmie pacjenta, jest słuszna, to wynalezienie farmaceutyku skutecznie leczącego wszystkie przypadki COVID-19 jest niemożliwe. Nie istnieje albowiem jeden protokół leczenia organizmu z permanentnego stanu zapalnego niszczącego organizm a wynikającego z różnorakich współistniejących infekcji: bakteryjnych, grzybiczych czy pierwotniakowych. Leczenie w takich przypadkach wymaga wysoce indywidualnego podejścia.

Jeżeli natomiast dokładne zbadanie mojej tezy wykazałoby jej poprawność, wiedza ta otworzyłaby nową perspektywę w analizie chorób, zdrowia i długowieczności człowieka. Walidacja taka polegałaby na sprawdzeniu, czy wyleczenie pacjentów z permanentnymi stanami zapalnymi skutkowałoby pozbyciem się wysokiego miana wirusów w ich organizmach.

Na podstawie swoich wieloletnich badań i doświadczeń w leczeniu zakażeń…

Deklaruję gotowość do wyleczenia dowolnych pacjentów COVID-19 w oparciu o farmaceutyki już dopuszczone do użycia.

Zbigniew Nędzyński
Stalowa Wola, 17.11.2020

Opublikowane przez znedzynski

Jestem inżynierem, pasjonatem nauk biologicznych oraz analitykiem złożonych systemów.

Dodaj komentarz