Wiedza dziadka o fizjologii skłoniła mnie do napisania tego opowiadania i inspirowała do próby wyjaśnienia wielu pytań, które wykluwały się w mojej głowie, na które dziadek nie mógł mi już odpowiedzieć.
07.1976
Tego lata na wymarzone wakacje do dziadków przyjechałem później niż zwykle. Na polach sporadycznie widać było smutne, jeszcze nie zwiezione do stodół, mocno wciśnięte w ziemię, przygarbione dziesiątki. Pomyślałem dumnie, że zboże mojego dziadka z pewnością jest już w stodole pod dachem. Babci zawsze bardzo zależało, by wszystkie polowe prace wykonane były przykładnie i najczęściej jako jedni z pierwszych we wsi kończyli czas żniw.
Bardzo dobrze zdane egzaminy: maturalny i na studia były głównym powodem mojego tak późnego przyjazdu na wieś. Nie mogłem się doczekać chwili, gdy pokażę dziadkowi swoje świadectwo dojrzałości i studencki indeks. Mój dziadek umiał pisać i czytać, niestety na lekturę książek mógł sobie pozwolić tylko w długie zimowe wieczory. Bardzo pragnął, by potomkowie wyedukowali się jak najwyżej, by nie musieli, tak jak on, bardzo ciężko pracować na roli.
Dziadek znacznie się postarzał. Przeżyte lata i trudy prymitywnej rolniczej działalności przygniotły go mocno do ziemi. Zauważyłem, że i gospodarstwo powoli chyliło się ku upadkowi. W stajni był tylko jeden niemłody już koń, a radosnych, rozbrykanych źrebiąt od kilku lat już nie było. W obejściu brakowało młodości, która byłaby źródłem siły, radości i przede wszystkim nadziei.
Wydaje mi się, że dziadek, jak dobry kapitan statku, przewidział, że dalsza „podróż” po tych małych poletkach rozsianych po wyżynnym terenie Roztocza będzie w przyszłości niemożliwa, że poletka te ponownie odbierze człowiekowi natura, że powiedzenie: „Nie było nas był las, nie będzie nas będzie las” – wkrótce się ziści.
Jak to dobrze, że ja już płynę na szalupie ratunkowej, którą jest moja nauka w szkołach. Teraz się cieszę, że dzięki przezorności dziadka i moich rodziców, siłą zostałem wepchnięty na tę łódź ratunkową, bym żył, bym nie zatonął. Co się jednak stanie z dziadkiem? Czy ktoś mu rzuci koło ratunkowe? Czy dziadek będzie chciał z niego skorzystać? Może jak każdy dobry kapitan swego statku nie opuści i zatoną razem? –rozmyślałem.
Z moich przemyśleń wyrwała mnie komenda dziadka:
– „Pomóż mi włożyć pług na wóz. Jutro do dnia pojadę orać malnicę.” (malnica to takie najwyżej i najdalej położone dziadkowe pole).
Chyba z godzinę trzeba poświęcić, by się tam dostać. Czasami po obfitych deszczach dojazd jest niemożliwy, bo rozmoknięta glina na to nie pozwala. Zaorać to pole jest nie lada sztuką, gdyż gleba jest tam ciężka i bardzo zwięzła.
Zastanawiałem się jak stary człowiek i zaprzęgnięty do pługa niemłody koń sobie poradzą z tym trudnym zadaniem i jakiego sposobu dziadek użyje, żeby tego dokonać?
Nie, tutaj nie ma sposobów, tutaj jest jak „sprawdzam” w pokerze, jak walka na ringu, tutaj żaden blef się nie powiedzie. W mig przypomniałem sobie opowiadanie „Stary człowiek i morze”, gdyż wyzwania do włożenia niewyobrażalnego dla mnie wysiłku jawiły mi się jako bardzo podobne. Czy dziadek w przyszłości będzie w stanie obronić plon swojej ciężkiej pracy przed zawsze głodnymi żarłocznymi watahami dzików i stadami jeleni wychodzących nocą z lasu na żerowisko?
Po tym jak słońce schowało się za horyzontem i szybko zaczęło się zmierzchać poszedłem z dziadkiem do stajni. Koń przywitał nas wesołym rżeniem. Dla mnie to była wyjątkowa uciecha, gdyż takich przyjaznych odgłosów w mieście trudno uświadczyć. Dziadek wsypał koniowi do żłobu dwie pełne miarki owsa. Zdziwiło mnie to bardzo, gdyż dziadek swoich koni nigdy nie rozpieszczał. O tej porze roku konie zawsze miały pod dostatkiem świeżej soczystej trawy, więc ziaren zboża nie dostawały.
Zauważyłem, że koń wcale nie ucieszył się ze smakołyku, jak to bywało dawniej, gdy dawałem mu suchą piętkę z kończącego się chleba. Co się stało, że nagle koń stał się nerwowy i zaczął energicznie machać ogonem, chociaż o tej porze dnia nie latały już dokuczliwe muchy? Dziadek mi wyjaśnił, że koń już „czuje przez skórę” co się jutro o świcie będzie działo. Koń wie, że za darmo tego owsa nie dostał, że będzie ciężka praca w polu, że będzie oranie. Wie, że te miarki owsa podane wieczorem zawsze okupione były wylanym potem, bólem wrzynającej się uprzęży w ciało i późniejszymi zakwasami wszystkich mięśni.
– ,,Dziadek, czy to odruch Pawłowa?” – spytałem.
– ,,Co tam wnuczku bredzisz, jaki odruch, jakiego Pawłowa?” – zdziwił się dziadek.
No właśnie, skąd dziadek ma to wiedzieć, że to się tak nazywa? Poszliśmy do domu, zostawiając koniowi dylemat: zjeść owies i orać, czy nie zjeść i też jutro orać. Przyznam szczerze, że nie chciałbym w przyszłości być stawianym przed podobnymi wyborami.
Może jednak nie jest taki zły ten wybór, gdyż w mieście wielu ludzi wcześniej musi przepracować cały miesiąc, by otrzymać zasłużoną zapłatę. W mieście są też niestety i tacy, którzy nie mając pracy, nie mają takich problemów, mają inne – poszukują bezskutecznie takich pracodawców jakim jest mój dziadek dla konia.
Rano obudziła mnie krzątająca się po kuchni babcia. Z wczorajszego postanowienia pojechania z dziadkiem w pole nic nie wyszło. Potrzeba snu zwyciężyła – nie pierwszy i chyba nie po raz ostatni w moim życiu. Może to brak silnej woli, przez innych nazywany lenistwem? A właściwie po co miałbym w pole jechać, skoro nie umiem orać? A moja nauka konnej orki zdaje się być bezprzedmiotowa, gdyż obecnie traktory ciągną cztery i więcej pługów równocześnie po równinnych wielohektarowych polach.
Po śniadaniu wyszedłem na podwórko. Zauważyłem, że koło pniaka leży przywieziona z lasu duża sterta drzewa. Porąbię trochę, pomogę w ten sposób dziadkowi. Dla mnie to rozrywka, dla niego pewnie uciążliwa konieczność. Im dłużej wywijam w powietrzu siekierą, tym bardziej się przekonuję, że rąbanie drzewa do przyjemności nie należy. Zgięte plecy coraz bardziej bolały w krzyżu, nieprzyzwyczajone do takiego wysiłku ręce odmawiały posłuszeństwa.
Nagle w oddali usłyszałem ciche, powolne stuknięcia kopyt końskich. Ucieszyłem się bardzo, bo to dziadek wracał z pola do domu, a jego powrót był dobrym pretekstem do przerwania monotonnego, uciążliwego rąbania drzewa. Po tym jak dziadek wyprzągł konia od wozu, bardzo zmęczony, nie przymuszany przez nikogo koń poszedł prosto od wozu do stajni, by tam sobie odpocząć po morderczym wysiłku.
Obaj weszliśmy do domu, do wielkiej kuchennej izby pełnej kulinarnych zapachów. Pod kuchnią wesoło paliły się polana drewna. Dziadek powiedział, że zaorał połowę pola i pozostałą część będzie musiał za kilka dni ,,przewrócić”, a następnie usiadł w swoim ulubionym miejscu.
Nawet nie zauważyłem kiedy jego głowa bezwładnie opadła na piersi. Dziadek zasnął, jego stary zmęczony organizm potrzebował odpoczynku. Babcia na stole postawiła głęboką miskę gorącej, mlecznej zupy z makaronem własnej roboty. Dzisiaj miałem już okazję jej posmakować. Wyśmienita, dużo lepsza niż błyskawiczne w przyrządzeniu płatki kukurydziane, do których przywykłem. Pomimo nęcącego zapachu gorącego słodkiego mleka i nalegań babci dziadek dalej spał. Chyba fizjologiczna potrzeba snu była większa, niż potrzeba zaspokojenia głodu.

W mig przypomniałem sobie, że koń nie poszedł za stodołę na najbliższe swoje pastwisko, tylko wolał pójść do stajni odpoczywać. Po ekstremalnym, ogromnym wysiłku zachowania człowieka i zwierzęcia są takie same. Sen i odpoczynek przedkładają nad smakowite jedzenie, wszak i jedzenie i trawienie dla organizmu jest wydatkowaniem energii, czyli wysiłkiem.
Nagle moje rozmyślania przerwał ogromny hałas spadającej pokrywki od garnka na rozgrzaną stalową blachę wiejskiej kuchni. Nadal hałasując pokrywka kręciła się wokół własnej osi, dotykając jednym punktem do rozgrzanej blachy tak, jakby znalazła sposób, by jak najmniej się poparzyć. Wydawać by się mogło, że to paradoks. Im mniej pokrywka miała energii, tym szybciej się kręciła i była głośniejsza. Na koniec bezsilnie przylegając całą swoją powierzchnią do rozgrzanej kuchni, wydała ostatnie, najmocniejsze, tchnienie przeraźliwego odgłosu.
Ten huk wyrwał dziadka z błogiego stanu sennej nieświadomości. Po chwili usłyszałem narzekania babci, jak ona ciężko od rana pracuje, jak dużo jeszcze ma dzisiaj do zrobienia, że drzewo na podwórku leży nie porąbane już od dłuższego czasu i że w zimie nie będzie czym palić. Dziadek uniósł głowę, wziął do ręki łyżkę i zaczął spożywać swoje śniadanie. Mnie zaś nurtowała myśl, czy przypadek to sprawił, że z garnka spadła pokrywka? Czy może złośliwość rzeczy martwych?
Po tym jak dziadek zjadł śniadanie wyszliśmy przed dom i skierowaliśmy się w kierunku nie porąbanego drzewa. Ubiegłem dziadka, chwyciłem siekierę do ręki i zacząłem rąbanie. Dziadek usiadł nieopodal i zaczął mówić:
– ,,Ludzie i zwierzęta mają podobnie działające organizmy. Mają tak samo funkcjonujące mechanizmy obronne pozwalające reagować na: głód, zimno, konieczność snu, potrzeby: oddychania, pocenia, czy też wypróżniania. W zupełnie wyjątkowych okolicznościach zagrożenia życia, zwierzęta mogą wykorzystać swoją zdolność do krótkotrwałego panowania nad niektórymi swoimi życiowymi funkcjami organizmu. Długotrwałe ignorowanie tych potrzeb jest dla zdrowia szkodliwe. Czyli jeżeli chce się jeść – trzeba jeść, chce się siusiu – trzeba niezwłocznie sikać, chce się spać – trzeba spać.”
Zacząłem się zastanawiać, dlaczego mi to dziadek mówi. Przecież pokrywka z garnka zsunęła się przypadkowo. Mówię więc do dziadka:
– „Ty, dziadziu dokończ swoje spanie, a ja w tym czasie skończę rąbać drewno.”
– „Możliwość nagłego wybudzenia ze snu jest jednym z mechanizmów obronnych organizmu. Niestety po takim drastycznym wybudzeniu, nasz naturalny system nie przewiduje zaśnięcia na zawołanie” – odpowiedział mi dziadek po czym dalej kontynuował swój wywód.
– ,,Ludzie i zwierzęta mają niezwykłą zdolność bardzo mądrego, oszczędnego gospodarowania spożytym pokarmem. Ta umiejętność wynika z deficytu pożywienia, z którym organizmy naszych przodków zawsze się borykały. Dokuczliwy głód, który ludziom często zaglądał w oczy, był głównym bodźcem do powstania rolnictwa. Dieta naszych przodków było bardzo uboga w białko – bez którego nie ma życia. Walka o życie była więc przede wszystkim walką o najcenniejszy, bo uniwersalny, składnik pokarmu – białko.
Uniwersalizm białka polega na tym, że jest budulcem organizmów i w wyjątkowych sytuacjach może być również materiałem energetycznym. Spożyte w pożywieniu białko organizm zamienia w potrzebną energię w ostateczności, gdy pozostałe składniki pokarmu już wcześniej zostały zużyte. Możliwość spalania białek w organizmie, pozwala na usunięcie z niego swoich martwych komórek. W wyniku tego mającego charakter porządkowy procesu uzyskuje się energię.
Czasami, w ekstremalnych warunkach zagrożenia życia, gdy wykorzystane już zostały zasoby surowców energetycznych, organizm ma możliwość sięgnięcia po energię z białek. Ten proces jednak nie jest efektywny energetycznie i ma również tę wadę, że obciąża nerki i inne organy koniecznością wydalenia z organizmu większej ilości trucizn.
Sposobem na ochronę białek jest wytworzenie tkanki tłuszczowej, w której magazynowana jest maksymalnie skoncentrowana chemicznie biologiczna energia. Z energii tej, bez szkody dla siebie, organizm potrafi w określonych warunkach skutecznie korzystać – oczywiście gdy mu nikt w tym nie przeszkadza.
Sen jest tym stanem, w którym najefektywniej proces ten przebiega. W miarę wyczerpywania się zapasów cukrów i tłuszczu w przewodzie pokarmowym, prędkość spalania maleje. Organizm dysponuje coraz mniejszą ilością energii, potrzebuje więc odpoczynku. Sen jest takim stanem odpoczynku i w związku z tym jest czasem bardzo powolnego spalania.
W czasie snu organizm „wymienia” jeszcze nie spalone białka za tłuszcz ze swoich zapasów w tkance tłuszczowej. Ta wymiana jest bardzo opłacalna, gdyż białka wbudowuje w swoje tkanki, tłuszcz zamienia na cukry, które magazynowane są w ciele, we wszystkich komórkach, do których krew dopływa.
Wypoczęty, po odpowiedniej dawce snu organizm zostaje zabezpieczony energetycznie do trudów dalszego zdobywania ubogiego w białko pokarmu.
Bywa też i tak, że po obfitym w posiłek dniu, w czasie snu, nadwyżki surowców energetycznych magazynowane są w tkance tłuszczowej, zwiększając masę ciała, wówczas mamy do czynienia z koszmarem naszych czasów – tyciem.
To, że niemowlaki tak szybko przybierają na wadze jest zasługą przede wszystkim długości ich snu oraz odpowiednich proporcji białka, tłuszczu i cukrów w mleku karmiącej ich mamy. Ich naturalny cykl, jako jedyny w życiu człowieka, skutecznie oparł się cywilizacyjnym zmianom i składa się z żerowania, wypróżniania i snu.”
Pomyślałem sobie: To żerowanie i wypróżnianie niemowlaków nieźle daje w kość rodzicom. W nocy, o północy, zawsze na czas trzeba uwzględnić potrzeby malucha. Skąd maluch wie, że nie można lekceważyć sygnałów płynących z własnego mózgu: jak chce się jeść to je, jak chce się sikać to sika, jak nie chce się spać w środku nocy, to nie śpi. Dla nas dorosłych to zbyt skomplikowane, dla niemowlaków okazuje się być banalne.
– ,,Dziadek, to niemożliwe, by obecnie proponować nam powrót do epoki kamienia łupanego, gdy jedynymi potrzebami ludzi, było zaspokajanie tylko prostych fizjologicznych potrzeb.”
,,Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe.”
– ,,Czy Ty wnuczku uznajesz, że chroniczne niedożywienie poprzednich pokoleń było gorsze od obecnej plagi nadprodukcji i nadkonsumpcji żywności? Sięgamy po życie nowe, ale czy na pewno lepsze? Nie próbuj mi wmówić, że nowe jest lepsze tylko dlatego, że jest inne. Czy ten pęd do nowego nie jest czasami podobny do bezmyślnego pędu lemingów?
Rolnicy konkurują pomiędzy sobą, by jak najwięcej żywności wyprodukować i jak najlepiej ją sprzedać. Czy owa żywność jest z pożytkiem dla ludzi wykorzystywana, nie jest już ich problemem.
Społeczeństwo właściwie odżywione, to mniej pacjentów. Lekarze rozwiązaniem tego problemu też nie są zainteresowani. Więcej pacjentów, to ich większe zarobki.
Podobnie jest z farmaceutami, którzy wolą problem rozwiązać okrężną drogą – za pomocą tabletki. Wysoce wyspecjalizowani specjaliści pędzą, nie wiedząc dokąd z całością społeczeństwa podążają. Jedynym celem tej gonitwy zdaje się być to, by wyprzedzić innych.”
– ,,Dziadziu, czy znasz sposób na to, bym w przyszłości nie podzielił ciężkiego losu ludzi otyłych, cierpiących z powodu chorób serca i cukrzycy?”
– ,,Bardzo dużo wniosków na temat potrzeb żywieniowych i innych życiowych potrzeb można wyciągnąć z tego, o czym rozmawialiśmy. Zastanów się, czy stare chińskie przysłowie: ,,Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi” jest w naszych warunkach słuszna?
Mądrość ta aktualna była w przypadku diety zbożowej, ubogiej w białko. Osoby spożywające obfitą ryżową kolację i następnie udające się na nocny odpoczynek obrastały tkanką tłuszczową, gdyż oszczędny z natury organizm, nie spalone węglowodany w czasie snu, podczas spania przetworzył na tłuszcz i magazynował. Na tamte czasy zdrowszą byłaby dieta złożona z większej ilości drobnych posiłków. Wieloposiłkowa dieta, przedzielona częstymi drzemkami, dawałaby większą szansę na wbudowanie w organizm spożytych białek zawartych w ryżu. Taką dietę warzywno-owocowo zbożową, z częstymi dziennymi drzemkami, trudno byłoby w dzisiejszych czasach akceptować.
Oczywiście, obfitą, ryżową kolację należało zostawić sobie na śniadanie, lub jak mówi stare, wówczas mądre chińskie przysłowie, oddać wrogowi.
Dieta oparta w większości na tłuszczach jest dla zdrowia szkodliwa. Jedząc przede wszystkim tłuste pokarmy, nie potrzebujemy tak często się posilać, jak to ma miejsce przy diecie zbożowo-owocowej. Mankamentem tej diety jest brak różnorodności składników w pokarmie. Spożywając tłuste posiłki w ciągu dnia, zmniejszamy ryzyko spalania białek przez organizm. Możemy pracować więcej, poświęcając mniej czasu na posiłki.
Kolacja złożona z grillowanego tłustego mięsa, popita obficie piwem, byłaby w naszych warunkach najlepszym prezentem dla wroga.
Z kolei dieta oparta przede wszystkim na białkach zwierzęcych jest dla zdrowia bardzo szkodliwa, gdyż zmusza organizm do spalania białek, przy okazji bardzo obciążając nerki i skórę. Dieta ta jest również monotonna. Faktycznie, prowadzi ona do pozbycia się tkanki tłuszczowej z organizmu. W fazie dziennej aktywności organizm zmuszony jest do korzystania z energii pochodzącej z białek. Sen jest czasem, w którym organizm „egoistycznie” zajmuje się sobą. Komórki mają czas, by białka wykorzystać optymalnie, by nadwyżki tłuszczów i cukrów zmagazynować z myślą o chwilach głodu. Przy stosowaniu tej diety, oddanie kolacji wrogowi, jest dla zdrowia szkodliwe, natomiast obfite śniadanie złożone przede wszystkim z białek, byłoby więc najlepszym prezentem dla wroga. Zrezygnowanie ze spożycia kolacji białkowej niweczy odchudzający charakter diety tzw. białkowej. Tylko kolację wysokobiałkową, organizm wymienia za tłuszcz ze swoich zapasów ponieważ mu się to bardzo opłaca. W czasie snu ma czas tą wymianą się zająć. Pora dzienna jest przeznaczona na wysiłek a więc na spalanie. Żeby móc zaorać pole, musiałem taką odchudzającą kurację koniowi zastosować. Wszyscy skorzystali: ja mam zaorane po części pole, koń ma w sobie mniej tłuszczu, a więcej mięśni.”
Dieta oparta przede wszystkim na białkach zwierzęcych jest dla zdrowia bardzo szkodliwa, gdyż zmusza organizm do spalania białek, przy okazji bardzo obciążając nerki i skórę.
Tweet
– ,,Nie mów dziadek, że ten kto chce się odchudzić, to musi zjeść na kolację 5 jajek gotowanych i rano pójść orać lub w ostateczności odwiedzić siłownię.”
– ,,Nie bądź taki dosłowny. Praca umysłowa i każda inna praca pochłania dużo energii – jest taką współczesną formą orki. W procesie odchudzania ważniejszy jest sen, niż wysiłek, jak się powszechnie uznaje.
Obecnie bardzo często stosowane pobudzanie do życia za pomocą kawy, nikotyny, czy płynów energetyzujących, zmusza organizm do niepotrzebnego spalania białek. Fazy aktywności i snu człowieka potrzebują innego zaopatrzenia w składniki pokarmowe. Te i inne potrzeby organizmu trzeba dostrzegać i ich nie lekceważyć.
Pobudzanie organizmu łaknącego snu za pomocą gorzkiej kawy, nikotyny, czy stresu zmusza go do niepotrzebnego spalania białek. Potrzeby organizmu trzeba rozumieć i umieć się do nich dostosować.
Otyłość, cukrzyca, czy choroby układu krwionośnego wynikają z lekceważenia roli snu w sposobie gospodarowania pokarmem przez organizm ludzki. Lekkomyślne sposoby gospodarowania zasobami białka przez człowieka prowadzą do powszechnie występujących chorób nerek i skóry.
Nieliczni dostrzegają problem bezdusznego, nieetycznego, niehumanitarnego traktowania zwierząt, które trafiają do tzw. zakładów przetwórstwa spożywczego. Również bardzo zatrważającym faktem jest to, że cierpienie i śmierć tych zwierząt jest zmorą społeczeństw, gdyż prostą drogą prowadzi do tzw. „cywilizacyjnych chorób ludzi” Bez potrzeby cierpią z tego powodu niewinne zwierzęta i wydawać by się mogło – mądrzy ludzie.”
Zbigniew Nędzyński
Stalowa Wola, 2011
PS. Opowiadanie to zostało wydane w 2011 roku w zbiorze „Nowotwór Demokracji”.