Jestem inżynierem, pasjonatem biologii oraz analitykiem złożonych systemów. Nie jestem lekarzem i w kontekście epidemii COVID-19 nie rekomenduję żadnych konkretnych działań. Zachęcam natomiast do poważnej analizy założeń, na których oparte są tezy promowane przez środowiska polityczne i medyczne dotyczące koronawirusa oraz ogólnie chorób zakaźnych.
Precyzyjna analiza podstaw powszechnie przyjętej teorii chorób uwidocznia nieścisłości, które, w mojej ocenie, tłumaczą nieefektywną reakcję na obecną epidemię oraz wiele innych problemów, z którymi boryka się współczesna medycyna.
“Obowiązkiem człowieka, który bada pisma naukowe, jeśli jego celem jest poznanie prawdy, jest uczynienie siebie wrogiem wszystkiego co czyta, atakowanie tego z każdej strony. Powinien także podejrzewać samego siebie kiedy bada prawdę, tak żeby uniknąć popadnięcia w uprzedzenie lub zbytnią pobłażliwość”
Alhazen (ur. 965, zm. 1038)
Pomimo faktu, że od ostatniej wielkiej światowej epidemii minęło ponad 100 lat, obecny kryzys epidemiologiczny boleśnie przypomina nam o tym, jak ograniczony jest zakres naszego rozumienia pewnych zjawisk biologicznych. Od czasów hiszpańskiej grypy, ludzkość opracowała skuteczne metody transplantacji krytycznych organów, poznała ludzki genom, zbudowała superkomputery mieszczące się w kieszeni, a tymczasem z jakiegoś powodu w dziedzinie chorób zakaźnych postęp jest znacznie wolniejszy.
4 miesiące od momentu wykrycia nowej odmiany wirusa, pomimo ogólnoświatowej mobilizacji środowiska medycznego, nadal mamy więcej znaków zapytania niż definitywnych odpowiedzi dotyczących Covid-19.
- Czym dokładnie powodowane są drastyczne różnice w statystykach śmiertelności między krajami?
- Jakie czynniki powodują śmierć u nielicznych młodych osób zarażonych wirusem?
- Którzy ludzie w podeszłym wieku są zagrożeni, a którzy nie i dlaczego?
Bez jasnych, spójnych odpowiedzi na te i wiele innych pytań, nie sposób uzasadnić wprowadzanego z wielkim przekonaniem i siłowo egzekwowanego ograniczania wolności obywatelskiej. Nie zajmuję w tym przypadku stanowiska w sprawie ich zasadności, lecz zwracam uwagę na problemy metodologiczne w podejmowaniu decyzji o tak szerokich konsekwencjach.
Epidemia Covid-19 jest jedynie symptomem wielu trudności, z którymi boryka się współczesna medycyna. Z jakiegoś powodu, pomimo postępu technologicznego, wprowadzania na rynek nowych leków oraz wzrostu nakładów finansowych na ochronę zdrowia, liczba zachorowań na przewlekłe choroby takie jak: rak, cukrzyca, toczeń, Hashimoto czy wirusice, od wielu lat stale dramatycznie rośnie. Jak wytłumaczyć fakt, że w przypadku wielu chorób znanych nam od lat, nadal nieznana jest ich etiologia i skupiamy się na zarządzaniu objawami, zamiast na leczeniu chorób poprzez adresowanie ich przyczyn?
Medycyna jest nauką stosowaną opartą na biologii. Biologia z kolei jest interdyscyplinarną nauką ścisłą zajmującą się poznawaniem prawd o organizmach – aby dobrze ją poznać konieczne jest dogłębne rozumienie fundamentów ścisłych dziedzin, od których jest zależna, czyli od fizyki, chemii i matematyki.
I o ile mikrobiologia rozwija się dynamicznie, to już w zakresie organizmów wielokomórkowych napotykamy wyżej opisywany marazm. Nieustannie słyszymy wszechobecne tezy rodzaju “czynnik X może powodować chorobę Y”. Karmieni jesteśmy statystykami, badania randomizowane wynoszone są na piedestał naukowego podejścia, a kluczowe w procesie poznania dedukcja i rozumowanie indukcyjne są marginalizowane. Czy to testy randomizowane doprowadziły Darwina do jego przełomowego odkrycia? Czy to statystyka umożliwiła Newtonowi, Kopernikowi, Tesli poznanie wówczas jeszcze nieznanych ludziom zależności?
Błędów metodologicznych, które doprowadziły do obecnego stanu rzeczy jest kilka. W tym artykule skupię się na tym najbardziej fundamentalnym – poleganiu na intuicyjnej, acz nieprecyzyjnej definicji organizmu. To właśnie w kontekście organizmów wielokomórkowych oraz ich relacjach z innymi organizmami (np. infekcjach), jej nieścisłości szczególnie wychodzą na jaw.
Dla przykładu przeanalizujmy definicję organizmu zawartą w Encyklopedii biologicznej:
Organizm – istota żywa charakteryzująca się procesami życiowymi (przede wszystkim przemianą materii), której części składowe tworzą funkcjonalną całość (indywiduum) zdolną do samodzielnego życia.
Jacek Jura: Organizm żywy. W: Encyklopedia biologiczna. Zdzisława Otałęga (red. nacz.). Kraków: Agencja Publicystyczno-Wydawnicza Opres, 1999.
Pomijając nawet aspekt używania zapętlonych odwołań (wg. słownika języka polskiego istota to “żywy organizm”), czy też dużego pola otwartych na interpretacje niejasności:
- czyżby niezdolny do samodzielnego życia pacjent na OIOM nie był już organizmem?
- czyżby pacjent z usuniętym swoim sercem podczas operacji transplantacji nie był organizmem, bo nie stanowi funkcjonalnej całości?
definicja ta uniemożliwia precyzyjne określenie granicy między organizmem a jego otoczeniem. W oparciu o tak rozumiany organizm nic dziwnego, że niektórzy lekarze traktują zawartość naszego układu pokarmowego jako narząd naszego organizmu, gdy mówią np. o zabiegu “transplantacji/przeszczepu kału”.
Brak spójnej, ścisłej, naukowej definicji organizmu obejmującej wszystkie organizmy, począwszy od jednokomórkowych i skończywszy na ludzkim organizmie, nie pozwala na merytoryczną dyskusję o zależnościach między organizmami – w tym m.in. o infekcjach. Nawet gdyby rozpowszechniła się w branży atmosfera otwartego dialogu, progres będzie mocno hamowany, jeżeli znaczenia używanych terminów będą się zmieniały w zależności od tego kto i w jakiej sytuacji je wypowiada. W takich warunkach naukowa debata o zakażeniach jest niemożliwa, tak samo jak niemożliwe są zniuansowane dyskusje wśród ludzi władającymi odmiennymi językami.
Zbudowana na niepewnym fundamencie medycyna nigdy nie ustali dokładnych przyczynowo-skutkowych zależności prowadzących do problemów nazywanych insulinoopornością, autoimmunologią, czy antybiotykoopornością. Nie wytłumaczy fenomenu “dobrych i złych” bakterii czy koronawirusów w organizmie ludzkim.
Brak spójnej, ścisłej, naukowej definicji organizmu obejmującej wszystkie organizmy (…) nie pozwala na merytoryczną dyskusję o zależnościach między organizmami – w tym m.in. o infekcjach.
Tweet
Pod koniec XIX w. za sprawą raczkującej mikrobiologii upadła lansowana przez ówczesne środowiska lekarskie miazmatyczna teoria chorób zakaźnych, która miazmaty (morowe powietrze) uznawała za jedynego sprawcę epidemii.

“Miazmatyczna teoria chorób została obalona przez odkrycia Ludwika Pasteura, Josepha Listera, Roberta Kocha i Johna Snowa w drugiej połowie XIX wieku na rzecz teorii zakaźnej chorób, według której choroby zakaźne są przenoszone z człowieka na człowieka poprzez czynniki zakaźne w bezpośrednim kontakcie z chorym lub za pośrednictwem wody, jedzenia czy powietrza. Nie wszyscy naukowcy w pełni zaakceptowali nową teorię roznoszenia chorób zakaźnych przez mikroby, np. William Farr i Max von Pettenkofer zgadzali się, że czynniki zakaźne odgrywają pewną rolę w powstawaniu chorób epidemicznych, ale nie zgadzali się z tym, że są ich główną przyczyną. Aby udowodnić swój pogląd, Von Pettenkofer wypił szklankę wody skażonej zarazkiem Vibrio cholerae. Von Pettenkofer został wyśmiany i oskarżony o wstrzymywanie postępu, jednak po pewnym czasie wrócono do jego argumentów, zwracając uwagę na kompleksowy charakter powstawania chorób.” – Wikipedia: „Miazmatyczna teoria chorób„
Jednak pomimo świadomości istotnego wpływu środowiska bio-fizyko-chemicznego na potencjał chorobotwórczy mikrobów, teoria zakaźna chorób nie doczekała się solidnej weryfikacji w świetle tych dodatkowych obserwacji.
Z związku z tym wypowiedziane ponad 100 lat temu przez A. Bechampa zdanie: “Mikroby są niczym, środowisko jest wszystkim” niestety dotychczas nie doczekało się weryfikacji słuszności w medycynie zakażeń. Natomiast naukowo niezbadana, dowolnie interpretowana, potoczna zakaźna teoria chorób jest obecnie obowiązującą teorią w naukach biologicznych i przekazywana jest uczniom na każdym etapie edukacji. Taki stan rzeczy trwa w nauce nieprzerwanie od ponad stu lat, a jego negatywne skutki są odczuwalne dziś i przez wiele lat prześladować będą następne pokolenia.
Wyjściem z patowej sytuacji może być opracowanie naukowej teorii chorób – teorii, która będzie brała pod uwagę poparte obserwacjami wątpliwości Maxa J. von Pettenkofera, która pozwoli nam opierać się nie tylko o statystyczne aproksymacje ale umożliwi precyzyjną przyczynowo-skutkową analizę chorób i tym samym uwolni w przyszłości ludzkość od znachorów.
W tym kontekście definicja organizmu, którą proponuję pod rozwagę i głębszą analizę, jest następująca:
Organizmem jest błona komórkowa, kutykula, lub nabłonek wraz z przestrzenią wyodrębnioną z biotopu przez każde z nich, ze zdolnością przeprowadzania charakterystycznych dla siebie reakcji chemicznych nazywanych metabolizmem.
Definicja ta “wyrzuca poza organizm” obecne na tkance nabłonkowej i żerujące na substancjach przez nią wydzielanych inne organizmy. Nakazuje medycynie rozważniej interpretować obecność mikrobów w wymazach z pochwy, jamy ustnej, w treści przewodu pokarmowego, czy moczu. Oczywiście organizmy te mają pośredni wpływ na organizm żywiciela, ale nie wywołają reakcji obronnej układu immunologicznego, nie wywołują sepsis i nie powinny być traktowane na równi z tymi, które żerują w organizmie żywiciela.
Definicja ta jest spójna z długo nieakceptowanym przez ówczesny establishment medyczny odkryciem Ignaza Semmelweisa, że zarazki (mikroby) mogą wnikać do organizmów wielokomórkowych przez uszkodzoną tkankę nabłonkową.
W moim przekonaniu, ten sposób myślenia o organizmie oraz jego interakcjach z otoczeniem ma potencjał aby:
- pomóc jednoznacznie ustalić dlaczego najbardziej powszechne raki (piersi, prostaty, płuc, odbytu) występują w tkankach granicznych tak rozumianego organizmu,
- wytłumaczyć powody często spotykanych negatywnych reakcji organizmu na antybiotyki podane zgodnie z wynikami badań posiewowych i cytologicznych, wykonanych na materiale pobranym spoza tak rozumianego organizmu (śluzówce, moczu, kale),
- wyjaśnić przyczynę zależności między zdrowiem dziecka a wiekiem i zdrowiem matki
oraz wiele innych zagadnień, z którymi boryka się współczesna medycyna. W takiej sytuacji mielibyśmy szansę, aby nasze decyzje profilaktyczne, diagnostyczne, terapeutyczne czy epidemiologiczne przynosiły przewidywane efekty.
Zbigniew Nędzyński
Stalowa Wola, 29.04.2020